|
Oprócz codziennej dawki śpiewania, dziś finaliści otrzymali solidny zastrzyk pozytywnej energii. Wzięli udział w zajęciach jogi śmiechem.
Po porannej rozgrzewce tradycyjnie odbyły się zajęcia indywidualne. Aneta Rudkowska jeszcze długo po zakończeniu lekcji, prowadzonej wspólnie przez obie panie od emisji głosu nie mogła powstrzymać się od śpiewania.
– Jestem zachwycona! – mówiła z przejęciem o pracy nad piosenką „Masz przewrócone w głowie” z repertuaru Andrzeja Zauchy. – Jeszcze nigdy nie miałam tak genialnego numeru jak ten. Panie Ania i Aurelka przygotowują ją ze mną w takiej soulowo-jazzowej aranżacji. Aż mnie roznosi i wszystkich, którzy byli z nami na próbie też!
Aneta zdradziła też tajniki pracy nad swoim nowym utworem. – To wszystko kwestia wyobraźni. Instruktorki powiedziały mi, że mam poczuć się jak „duża” wokalistka z chóru grającego czarną muzykę i dać się ponieść rytmowi. To działa, próba była genialna! Pierwszy raz jakaś piosenka aż tak mną „zakręciła”! Mogłabym w takiej atmosferze pracować dwa lata bez przerwy.
Niestety, śpiewanie na 100 procent przyniosło już jedną „ofiarę w ludziach”. Radek Graczyk paskudnie się przeziębił i kolejne – minimum – dwa dni spędzi w łóżku, żeby jak najszybciej odzyskać siły i głos, by wrócić do pracy. Finaliści pracują naprawdę ciężko. Zajęcia trwały dziś do siedemnastej, z krótką przerwą na obiad. A koniec zajęć indywidualnych wcale nie oznaczał czasu wolnego. Po południu odbył się kolejny wykład Marty Kuszakiewicz, tym razem poświęcony działaniu podstawowego narzędzia pracy każdego wokalisty, czyli aparatowi oddechowemu. Finaliści wysłuchali z prawdziwym zainteresowaniem informacji o tym, jaka jest właściwie rola oddechu w śpiewaniu, co to jest podparcie oddechowe, jak wykorzystać rozmaite sztuczki i ćwiczenia, by ułatwić sobie pracę.
– Oni chłoną każde słowo – mówiła potem instruktorka. – Słuchają w niezwykłym skupieniu i są autentycznie zainteresowani. Bałam się trochę, że ich zanudzę, poprosiłam, żeby zwrócili mi uwagę, jeśli zacznę mówić zbyt szczegółowo lub jeśli przestaną mnie rozumieć. A oni wszyscy nie tylko wytrwali do końca wykładu, ale potem zadawali bardzo wiele pytań, świadczących o tym, że tematyka autentycznie ich zainteresowała. O wielu rzeczach nie wiedzieli, ktoś mówił im: „Oddychaj przeponą, kiedy śpiewasz”, ale nie mówił, jak to prawidłowo robić. Starałam się im wyjaśnić, jak prawidłowym oddychaniem i odprężeniem mięśni ułatwić sobie pracę.
Wiedzę na temat oddychania finaliści mogli wykorzystać prawie natychmiast, bo przed kolacją odwiedzili ich specjaliści od… jogi śmiechem! To pomysł pewnego indyjskiego lekarza, który stwierdził, że w przysłowiu mówiącym o tym, że śmiech to najlepsze lekarstwo, jest wiele prawdy i opracował system ćwiczeń opartych na serdecznym śmiechu. Godzina solidnego śmiechu spowodowała u niektórych uczestników warsztatów ból mięśni brzucha i twarzy. Było naprawdę głośno i wesoło.
Wieczór to już tradycyjnie „Akademia koncertowa”. Dzisiejszą projekcję poprzedziło spotkanie z Martą Marczuk-Komiszke, której pasją jest film. Opowiedziała Zaczarowanym kilka słów o początkach musicalu w kinie. O tym, skąd się wziął pomysł, by bohaterowie zaśpiewali, i jak ogromną rewolucją, było wprowadzenie dźwięku do kina w latach 20-tych minionego stulecia. Jej wykład był wstępem do projekcji musicalu wszech czasów „Deszczowej piosenki”.
– To było super – podsumowuje wieczór Milena Wiśniewska. – Uważam, że nie wolno się zamykać i mówić, że film nie jest dla mnie, bo jestem osobą niewidomą. Dziś z przyjemnością brałam udział w pokazie. Krzysiek czytał na głos napisy zastępując polskiego lektora, pani Marta opowiadała o tym co dzieje się na ekranie – robiła coś w rodzaju audiodyskrypcji na żywo. I było wspaniale, dzięki temu mogłam więcej skorzystać, a nie tylko posłuchać piosenek z musicalu.
Mam wrażenie, że te filmy sprzed kilkudziesięciu lat często są o wiele lepsze niż te kręcone aktualnie – recenzuje Krzysiek Szymaszek. – Oczywiście, że sposób śpiewania jest zupełnie inny, może nieco archaiczny, ale wydaje mi się to wszystko o wiele prawdziwsze niż wiele produkcji wyświetlanych teraz w kinach. I dziś już nikt nie robi tak bardzo dopracowanych filmów. Teraz producent angażuje komputer, ewentualnie kilku muzyków, żeby dograli to czego nie da się sztucznie wygenerować. A w „Deszczowej piosence” słychać cała orkiestrę. To prawdziwa muzyczna produkcja!
Liczba wyświetleń tekstu: 249
|