|
W końcu rozpoczął się Festiwal. Dzisiaj zaprezentowały się zespoły ludowe z Bułgarii, a także artyści z Macedonii. Nasz występ zaplanowany jest na jutro. Od rana czekają nas próby. Pewnie pojawi się i mała trema… Dlatego dzisiaj korzystaliśmy z uroków bułgarskiej plaży. O tym, jak wyglądał nasz dzień opowie, Ola Nykiel.
Ola Nykiel ma 14 lat. W tym roku zajęła III miejsce w kategorii dzieci na Festiwalu Zaczarowanej Piosenki. Nagrodę wyśpiewała piosenką „Radość najpiękniejszych lat”, którą prezentuje także na Festiwalu w Pomorie. Ola została trafnie nazwana przez Mariusza „naszym pływającym szczęściem”, ponieważ okazała się największą miłośniczką morza i fal.
– Uwielbiam morze! – opowiada Ola. – Mogłabym w nim spędzać całe dni, czekać na duże fale, potem się chwilkę poopalać i znowu wskoczyć do morza. To takie przyjemne! Co prawda dzisiaj dostałam „łupnia” , bo fale były tak ogromne, że aż mnie porywały do przodu, ale znalazłam przy okazji dużo malutkich muszelek. Nigdy takich nie widziałam. Może zabiorę je do domu. Morze i plaża to moje ukochane miejsca, ale największe wrażenie w Bułgarii zrobiła na mnie muzyka. Oni tak świetnie śpiewają! I te rytmy! W ogóle wydaje mi się, że Bułgarzy mają większy temperament od nas. Panuje tu duża swoboda, ludzie nie boją się tańczyć, głośno śpiewać. I są bardzo gościnni. Dzisiaj najbardziej spodobał mi się wieczorny koncert. Na scenie na deptaku w Pomorie pojawiły się zespoły ludowe. Panie ubrane były w tradycyjne stroje – pełne ozdób i haftów. Najbardziej podobały mi się czarne sukienki ozdobione złotymi wzorami. Największe emocje zaczęły się, kiedy rozpoczęli tańce – tańczyli szybko i żywiołowo, porywając za sobą publiczność. Szalałam chyba najbardziej z całej widowni, szczególnie, kiedy na scenie pojawiła się niewidoma tancerka, która pokazała taniec przypominający filmy bollywoodzkie! Pan Bożydar Bonew wyjaśnił nam potem, że wszystkie zaprezentowane stroje i tańce były bułgarskie, ale pochodziły z różnych regionów kraju. Podobno bułgarski taniec nazywa się „choro”. Próbowaliśmy zatańczyć go wieczorem, kiedy udaliśmy się do małej kafejki, ale okazało się, że kroki nie są wcale takie proste. Nie mogliśmy się połapać.
„Choro” to ogólna nazwa na zespołowy taniec ludowy. Ale jego rodzajów jest bardzo dużo. Są proste – „prawe chora” – oraz bardziej skomplikowane – „kriwe chora”. Najważniejszą cechą wyróżniającą go jest jego zespołowość. Tancerze ustawieni są w korowodzie, trzymają się za ręce i tańczą po obwodzie koła.
– Jak byliśmy w Nesebyrze, to Kris, który jest naszym przewodnikiem, wspomniał nam również o tańcu na rozżarzonych węglach. To musi być niezwykłe! Ciekawe, czy to boli? – dodaje Ola.
Tańczenie na żarzących się węglach to starożytny rytuał religijny, który ma wygnać choroby i przynieść zdrowie. Nestinari - czyli tancerze – przy dźwiękach dud i bębnów wchodzą na gorące węgle, oczywiście boso, i głoszą przy tym proroctwa, wydają rytualne okrzyki. Co ciekawe, dzięki temu, że są w transie, nie cierpią potem na żadne oparzenia.
– Ciekawe są te obyczaje w Bułgarii. Jak byliśmy dzisiaj w monastyrze, to widzieliśmy ceremonię chrztu połączoną od razu z bierzmowaniem. Kris zaprowadził nas bowiem do monastyru Sweti Georgi w Pomorie. To było ciekawe. Bardzo różnił się od naszych klasztorów. Wszędzie są ikony. Zdecydowana większość Bułgarów jest bowiem wyznania prawosławnego. Najśmieszniejsze jednak były koty. Chyba miały sjestę i leniwie rozkładały się przed cerkwią na chodniku. Leżały wszędzie, smacznie spały i nie przejmowały się tym, że naokoło chodzą jacyś turyści.
W Pomorie często spotykamy koty, opalające się na słońcu lub spacerujące po deptaku. Nie mogliśmy się oprzeć i zrobiliśmy im małą sesję zdjęciową, którą przesyłamy z pozdrowieniami dla największej miłośniczki kotów – Anny Dymnej. Pozdrawiamy ze słonecznego Pomorie! Trzymajcie proszę za nas kciuki, już jutro nasz występ!
Liczba wyświetleń tekstu: 144
|