|
Właśnie przyjechałam z Opola. – powiedziała pani Irena Santor w sobotni poranek, witając się z Finalistami na krakowskim Rynku – Niby wiele tam nie robiłam, ale jestem wykończona. U was sobie odpocznę!
Nie ona jedna twierdzi, że każda godzina spędzona w towarzystwie tych niezwykle utalentowanych młodych ludzi, to zastrzyk pozytywnej energii i istne doładowanie akumulatorów.
Do Krakowa jak co roku przyjechali tydzień wcześniej. Pod okiem kierownika muzycznego Festiwalu – Radka Kiszewskiego, oraz trzech nauczycielek emisji głosu: Joasi Lewandowskiej, Marty Kuszakiewicz i Aurelii Stankiewicz, pilnie ćwiczyli dykcję, pracowali nad frazowaniem i interpretacją piosenek. Okazało się, że przygotowanie się do występu na poziomie profesjonalnym, to ciężka praca!
Ale wydaje mi się, że ćwiczenia oddechowe, zajęcia aktorskie, czy próby walki z seplenieniem to tylko mała część tego co tu robimy – powiedziała po zajęciach jedna z nauczycielek. – Równie ważna jest praca nad tym, by na scenie poczuli się swobodnie, by „nie zjadła” ich trema. Dzięki temu, że czują, że wszyscy jesteśmy tu dla nich, że naszym najważniejszym celem jest to, by wypadli w Finale fantastycznie i że to oni są tutaj najważniejsi, mają więcej wiary w siebie.
„...Bo ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy...”
W piątek wieczorem Zaczarowane Ptaszki odwiedziły pierwsze gwiazdy, które dzielić miały z niego finałowe duety: Halinka Młynkowa i Natalia Kukulska.
- Byłam bardzo zaskoczona po tym pierwszym spotkaniu. – wspomina Natalia. – Nie spodziewałam się, że oni będą tak dobrze śpiewać. Prezentują zupełnie profesjonalny poziom. Klaudia, z którą zaśpiewam utwór „Pół na pół” jest świetnym, wesołym dzieciakiem. I cudnie sobie „po swojemu” opracowała tą piosenkę. Natomiast nie ukrywam, że duetem z Łukaszem jestem autentycznie wzruszona. To jest człowiek, który dwa lata temu stracił wzrok, jest niezwykle dzielny i silny. Słowa tej piosenki przypadły osobie, która jak nikt inny rozumie ich sens.
„...Nie zamknę oczu boję się, że znikniesz gdy otworzę je...”.
Gdy na sali prób, jedni próbowali swych sił w duetach z gwiazdami, w pokojach hotelowych trwały dyskusje o tym jak opanować stres. W niektórych przypadkach okazywało się, że przeforsowanie strun głosowych, oraz niewyspanie spowodowane, tym że atmosfera obozu, albo kolonii sprawiała, że finaliści systematycznie zarywali noce, dawały dramatyczne efekty.
Dostałam zakaz mówienia od instruktorów, bardzo niedobrze jest z moją krtanią. – ze zdenerwowaniem w głosie szeptała Agnieszka Łozińska – Boję się, że mogę jutro nie zaśpiewać tak jakbym chciała, a może nie zaśpiewać wcale. Jeszcze nigdy nie miałam, aż tak zaatakowanego gardła, choć czasem zdarzają mi się takie wypadki przed ważnymi koncertami.
To połączenie zmęczenia przeforsowanego głosu, nerwów, niewyspania – objaśnia spokojnie Joasia Lewandowska – czasem niektórzy też somatyzują stres. Teraz najważniejsze to się wyspać.
„...Nie wiadomo skąd zjawiają się, zakatarzone
Wyproszą łzę i żalu ból
Posiedzą podumają i jak gość nieproszony
Nim się rozwidni znikną już
Małe tęsknoty...”
Od rana w niedzielę na Rynku trwały gorączkowe przygotowania. Budowano scenę, rozciągano kable, montowano nagłośnienie, wieszano reflektory. Finaliści zjawili się już o 8:30 w bardzo raźnych nastrojach.
Przed koncertem nie mam jeszcze wielkiej tremy. – opowiadała licznie zgromadzonym dziennikarzom Zuzia Osuchowska – Ale wiem z doświadczenia, że kiedy na scenę wejdzie osoba, która jest przede mną, kiedy będę wiedziała, że już za chwilkę moja kolej... wtedy stanie się coś dziwnego. Żołądek zawsze podchodzi mi do góry, koszmarnie się denerwuję. Panika mija gdy zaczynam śpiewać.
Gdy rozpoczęły się próby, pod sceną zaczęły gromadzić się tłumy ciekawskich. Najwierniejsi widzowie zostali, aż do wieczora! Okrzykami, klaskaniem dodawali odwagi Finalistom. Na scenie po kolei śpiewały gwiazdy, między uczestnikami krążyła Anna Dymna, przytulając, dodając animuszu, udzielając ostatnich wskazówek interpretacyjnych. Była okazja by wspólnie robić sobie zdjęcia i zawierać znajomości.
Chciałam spróbować swoich sił, żeby po prostu ktoś ocenił jak śpiewam. – opowiadała Ania Kobyłecka, zwyciężczyni III edycji Festiwalu Justynie Adamskiej – Ktoś kto zna się na tym i profesjonalnie się tym zajmuje. Ale teraz coraz bardziej się boję.
Emocje rosły. Fryzjerzy wyczarowywali na głowach przyszłych gwiazd piękne loki i stylowe grzywki, stylistki zmieniali Zaczarowane Ptaszki w prawdziwe gwiazdy. Jeszcze tylko wspólne parę chwil, rozgrzanie głosów i serc, ostatnie uściski i wojenny okrzyk. I już inspicjent zaprasza na scenę...
Nasz Festiwal to prawdziwy, profesjonalny Festiwal, bez żadnych tartyf ulgowych – powiedziała rozpoczynając zmagania Festiwalowe Irena Santor. Nad sceną śmignął biały gołąbek, którego wypuściła z klatki. – Niech piosenka pofrunie w świat jak ten gołąb, i obudzi w nas prawdziwą radość i nadzieję!
Radość i niepewność tlące się w serduszkach Finalistów w kategorii dziecięcej, wybuchły kolorową paletą dźwięków, gdy tylko na estradzie pojawiła się Ola Pozorska, by zaśpiewać przebój „Na językach”. Dzięki niej w Zaczarowanym Chórku zadebiutowała Kasia Cerekwicka. Rozkołysały cały Rynek!
„... Uwierzyłam mu
Choć język ludzki czasem przypomina
Psa co zerwał się z łańcucha ciemną nocą
Prawda z ust do ust jest całkiem inna
Bo nie ludzie słowa
ale słowa ludzi niosą...”
Bardzo odważnie na scenę wkroczyła Klaudia Mikina, choć zwierzała się Annie Dymnej chwilę wcześniej, że bardzo boi się niektórych zbyt skocznych i zbyt hałaśliwych zwierzaków, ale w konfrontacji z głośną i skoczną widownią była bardzo dzielna. Przekonała nas, że ze wszystkim sobie poradzi.
„...O mnie się nie martw, o mnie się nie martw
Ja sobie radę ram
Jesteś to jesteś
A jak cię nie ma
To tez niewielki kram...”
Potem Ania Kobyłecka z Halinką Młynkową śpiewały o czerwonych koralach, a Grzesiek Batóg, w piosence „Golec ŁOrkiestry” chciał budować w Krakowie San Francisco. Jego nauczycielki pod sceną pękały z dumy. Grzesio, który w czasie warsztatów był dosyć spięty, nie bardzo umiał poradzić sobie ze stresem i wczuć się we własne emocje, teraz, na scenie dosłownie dał się porwać. Z uśmiechem na ustach „szybował” na skrzydłach, których dodali mu widzowie i Szymon Wydra, który był u jego boku.
„...Co ma być to będzie
Niebo znajdę wszędzie...”
Robert Rumak i Andrzej Sikorowski protestowali przeciwko przenoszeniu stolicy do Krakowa, a potem Robert „podpalił” Rynek piosenką „Płonie stodoła” z repertuaru Czesława Niemena.
To niesamowite – komentował jego występ Zbigniew Hołdys, jeden z jurorów – On ma w sobie niezwykłą charyzmę i energię, a przy tym świetne warunki wokalne i rewelacyjny słuch. Niewielu artystów, którzy śpiewają na polskich scenach może się pochwalić takimi zaletami. Całkiem serio życzę im tego z całego serca!
To właśnie Robert, decyzją jurorów, został laureatem pierwszego miejsca w kategorii dziecięcej. Wzruszony chłopczyk oprócz stypendium wartości 24 000zł i statuetki, otrzymał także specjalną nagrodę od Fundacji Pro Artis Jędrka Brandstattera. Zaproszenie na dwutygodniowe warsztaty muzyczne do Zakopanego! Tuż po zejściu ze sceny zatelefonował do swojego nauczyciela muzyki, który jako pierwszy podpowiedział mu pomysł wysłania zgłoszenia na konkurs, a potem wiernie towarzyszył w czasie wszystkich Festiwalowych zmagań. – Pierwsze miejsce panie Czesławie! – tylko tyle był w stanie wykrztusić bohater imprezy, potem już tylko słuchał rozentuzjazmowanego głosu w słuchawce, a w oczach szkliły się łzy.
Łzy płynęły także po policzkach laureatki II miejsca – Zuzi Osuchowskiej. Ale nie były to, jak w przypadku Roberta – łzy radości, ale zwyczajne rozczarowanie. Bo regulamin Festiwalu jest taki, że jeśli ktoś wygra statuetkę Zaczarowanego Ptaszka, nie może brać udziału w kolejnych edycjach imprezy. -Szkoda, że nie będę już na warsztatach-. Wszyscy pocieszali Zuzię, że będzie mogła ponownie wystartować w eliminacjach, gdy tylko skończy 16 lat i „wrośnie” w starszą kategorie konkursową.
Oni mają ogromne talenty – entuzjazmował się juror Zbigniew Preisner – Wiele „panieneczek”, które śpiewały wczoraj na Festiwalu w Opolu mogłoby się od nich uczyć. A wola walki jaką prezentują ci młodzi ludzie, rzuciła Rynek na kolana.
Uściski, kwiaty, flesze... chwila wytchnienia i druga dawka emocji – Koncert dorosłych Finalistów. Jak co roku nieco inny od tego dziecięcego. Równie piękny i urzekający, ale także jakby bardziej melancholijny.
Koncert otworzyła Iwona Pierzchała energetycznym duetem z Szymonem Wydrą, a potem porwała widzów do szalonego tańca w rytm nieśmiertelnego „Niech żyje bal”. – Aż miałem ciarki!” – mruknął ktoś za sceną.
„Niech żyje bal
Bo to życie to bal jest nad bale...”
Magicznym momentem w spektaklu był także występ Agnieszki Rejtczak, która najpierw doskonale wypadła w duecie z Kasią Cerekwicką, a potem zaśpiewała walc z filmu „Noce i dni”.
Kiedy siedziałam sobie na schodkach sceny i słuchałam jak Agnieszka śpiewa, totalnie odpłynęłam – opowiada Kasia. – Bardzo mnie wzruszyła. Ma piękny głos, wspaniale śpiewa, ale ma też „to coś jeszcze”, co sprawia, że masz ściśnięte gardło, gdy słyszysz jak śpiewa. I rozumie o czym śpiewa!
To było zresztą zdanie jakie powtarzało się w opinii wszystkich ekspertów. Ci młodzi ludzie nie tylko wykonują określone dźwięki. Oni wiedzą co chcą tymi dźwiękami przekazać. Jak poruszyć te najwrażliwsze struny w sercach słuchaczy.
„Ty kochaj mnie
Od nocy, do nocy
Aż po noc...”
„Chcemy być sobą” wykrzyczeli Darek Tabiś i Grzegorz Markowski. Gdy potem Darek śpiewał proste słowa „Listu do M.” w niejednych oczach (i to nie tylko damskich) pojawiły się łzy.
„...Samotność to taka straszna trwoga, Ogarnia mnie, przenika mnie...”
Niesamowite jest to, że utwory w ich ustach nabierają całkiem innego znaczenia – skomentował cichutko lider Perfectu, który przez szczelinę w dekoracjach obserwował Elę Kuzio zmagającą się z niezwykle trudnym utworem „Jest taki samotny dom” Budki Suflera.
Rynek zamilkł. Z ust drobniutkiej dziewczyny padły słowa, które rozkołysały i porwały wszystkich obecnych
„...A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój!...”
To właśnie chyba najważniejsza rzecz, jaka przychodzi do głowy kiedy się słucha tej młodzieży – drżącym głosem szepnęła Irena Santor – po najgorszej i najciemniejszej nocy, zawsze przyjdzie dzień!
Jury IV edycji Festiwalu Zaczarowanej Piosenki w składzie: Ewa Błaszczyk, Danuta Grechuta, Zbigniew Hołdys, Jan Kanty Pawluśkiewicz, Zbigniew Preisner, Jacek Wójcicki i Elżbieta Zapendowska, przyznało nagrody:
Kategoria DZIECI
I miejsce – Robert Rumak
II miejsce – Zuzia Osuchowska
III miejsce – Klaudia Mikina
Kategoria DORSŁYCH
I miejsce – Darek Tabiś
II miejsce – Ela Kuzio i Agnieszka Łozińska
...Festiwalu Opolski... strzeż się ;-)
Liczba wyświetleń tekstu: 1315
|