|
Dzisiejszy dzień poświęcony był indywidualnym zajęciom z emisji głosu. Wszyscy finaliści od rana odbywali lekcje i doskonalili swoje interpretacje.
Okazało się, że poprawne odtworzenie dźwięków zapisanych w nutach to niewystarczająca umiejętność. Dzisiaj poprzeczka została podniesiona jeszcze wyżej. Od rana trwały indywidualne zajęcia, służące doskonaleniu interpretacji konkursowych piosenek. Klaudia zmagała się z przepięknym, ale bardzo trudnym utworem „Daj mi znak”. I chociaż każda nutka była „na miejscu”, nauczyciele ciągle nie byli do końca usatysfakcjonowani.
Klaudia, tę piosenkę śpiewa w oryginale pani Ewa Bem. – Tłumaczył Radek Kiszewski. – Ale pamiętaj, nie ma najmniejszego sensu, żebyś choćby jednym dźwiękiem próbowała ją naśladować. Po pierwsze nie jesteś Ewą Bem, a po drugie, to przecież jest dojrzała kobieta, a ty jesteś młodą dziewczyną. By ta piosenka zabrzmiała wiarygodnie w Twoich ustach, musisz ją „przepuścić” przez swoje emocje. Szesnastolatka inaczej przeżywa takie ulotne uczucia o jakich śpiewasz w tym tekście, niż doświadczona kobieta.
I popatrz jak fantastycznie to działa. – Śmiała się Ania Ozner, gdy z pewnym wahaniem, Klaudia spróbowała wyobrazić sobie, jak prosi tego jedynego o „mały znak”. – Piosenka zaśpiewana własnymi emocjami od razu inaczej brzmi, inaczej „się śpiewa”. Przecież sama to czujesz. Ja wiem, że to nie jest proste, bo wymaga wielkiego otwarcia się na scenie, ale sama słyszysz, zupełnie inaczej śpiewasz!
Taka interpretacja to prawdziwe wyzwanie. Trzeba zastanowić się co drzemie w każdym wersie, jakie emocje człowiek chce poruszyć w widzach…
Równolegle do prób toczą się ostatnie przygotowania do finału. Na Rynku już budowana jest scena, samochodami fundacyjnymi dowożone są towary do sklepiku, hektolitry soków (spodziewamy się temperatur podzwrotnikowych), pulpity dla muzyków i cała masa niezbędnych sprzętów.
Choć staramy się przewidzieć wszystkie możliwe okoliczności, niektóre sytuacje nas zaskakują. Dziś w roli takiej nieprzyjemnej niespodzianki wystąpiła… ogromna awaria prądu. Energii pozbawiona została cała okolica. Dla nas oznaczało to awarię windy i… brak możliwości odtwarzania playbacków. W obliczu takiej sytuacji, niektórzy łudzili się, że będzie przerwa w pracy… ale nie było takiej możliwości. :-) Warsztaty trwają tak krótko, że nie można zmarnować ani minutki. Uruchomiono wszelkie możliwe odtwarzacze na baterie, Łukasz i Aurelia opatentowali nawet sposób śpiewania do laptopa. Na szczęście do wieczora naprawiono zasilanie i można było kontynuować zajęcia.
Dzień zakończył się ostatnią „rundką” przesłuchań. Tym razem każdy finalista śpiewa przed wszystkimi pedagogami. Taka zbiorowa burza mózgów pozwala każdemu dorzucić swoje rady i wspólnie wypracować najlepsze rozwiązania. Tak było z piosenką „Kiedy powiem sobie dość”, z którą walczy Łukasz. Jej zaskakująca aranżacja, dziś opracowana przez niego i Asię Lewandowską-Zbudniewek, dosłownie „zastrzeliła” resztę ciała pedagogicznego.
Ja dopiero w tej chwili zrozumiałam o czym jest ta piosenka! – ze łzami w oczach powiedziała Marta Kuszakiewicz. – Wszyscy mają w pamięci jak mocno, fantastycznie, ale bardzo mocno, śpiewała to Chylińska. Ale teraz, gdy ty to tak śpiewasz, ten numer jest totalnym zaskoczeniem… i jest porażający.
Liczba wyświetleń tekstu: 710
Bardzo lubię tą piosenkę i mi samej aż się głowa "kiwa" :) ależ to trzeba ćwiczyć i czuć, by śpiewać z głębi! Fantastycznie, że organizujecie te warsztaty i uczycie Tak śpiewać! Brawo!
~Kasia N 2010/06/10 15:55
|