Dzisiaj (i tu nam pozazdrościcie) rozpoczęliśmy dzień od leniuchowania na plaży. Chociaż nie było dużych fal, było cudownie. Dodatkowo pani Kasia cały czas dba o to, żebyśmy odkrywali Bułgarię także kulinarnie, więc mieliśmy okazję skosztować pysznych, świeżych fig. Upał jak co dzień sprzyjał opalaniu.
Po obiedzie ruszyliśmy na zwiedzanie z panem Jankiem, kierowcą hotelowego busika, który był tak miły, że zgodził się być dziś naszym szoferem. Pojechaliśmy zwiedzać Monastyr (Klasztor) św. Grzegorza, całe szczęście, że kierownictwo hotelu wypożyczyło nam busika, bo nie dalibyśmy rady dotrzeć tam na nogach, a było warto!
Zwiedzaliśmy malutką cerkiew, zapaliliśmy w niej oczywiście świeczki w intencji naszych bliskich i przyjaciół. Oczywiście aby móc wejść do świątyni, dziewczyny musiały zaopatrzyć się w stroje z długimi rękawami i kończące sę za kolanami. Oglądaliśmy zabudowania gdzie mieszkają Popowie.
Potem pojechaliśmy zwiedzać grobowiec dostojnika Traków – starożytnego Plemienia władającego tutejszymi terenami. W grobowcu dowiedzieliśmy się wielu ciekawych historii związanych z Trakami. Budowla pochodzi z lll wieku i szalenie nam się spodobała. Z zewnątrz wygląda po prostu jak trawiasty pagórek. Ale gdy wchodzi się przez bramę do jego wnętrza, okazuje się że w to ceglana budowla, wysoka na dobre osiem metrów. Długi korytarz prowadzi do sali, gdzie na środku jest wysoki komin. Dowiedzieliśmy się, że według tradycji, urnę z prochami spalonego dostojnika, chowano 3 metry pod poziomem posadzki, a tym kominem, w czasie 6-dniowej stypy i żałoby, dusza uchodziła do nieba. Przewodnik pokazał nam także, że w krypcie na około było miejsce spoczynku 2 dzieci zmarłego, oraz jego 3 żon. Opowiedział nam także, że kilkaset lat wcześniej, niż data, z której pochodził ten grobowiec, po śmierci takiego bogatego Traka, jedną z jego żon (bogacz miał ich 10-12) zabijano, żeby pochować ją razem z nim. Bardzo nas to wszystkich oburzyło. Rozprawiając na ten temat, wróciliśmy do hotelu. To była ciekawa lekcja historii.
Chyba zaczynamy żyć tutejszym rytmem, bo już drugi dzień z rzędu, po obiedzie padliśmy na tapczany. Po 2h sieście, wypoczęci poszliśmy na próbę finałowej piosenki, która zostanie wykonana na jutrzejszym koncercie. O 20:00 rozpoczął się inauguracyjny koncert Festiwalu „Pomorie 2010”. Dziś w programie występy zespołów ludowych z Macedonii i Bułgarii. Bardzo nam się podobało. Na koniec wystąpił gwiazdor tutejszej muzyki i mieliśmy okazję przyglądać się temu, jak świetnie potrafią się bawić nasi gospodarze. Ludzie powstawali z krzeseł, wzięli się za ręce i tańczyli! Chcieliśmy się dołączyć, ale kroki były zbyt skomplikowane. Trochę podobne do Zorby. Nie mieliśmy odwagi, więc tylko obserwowaliśmy i klaskaliśmy. Było cudnie.