Po obiedzie zaczęły się wielkie zakupy. Chcieliśmy wszyscy obdarować najbliższych pamiątkami z Bułgarii. Oczywiście wśród prezentów nie mogło zabraknąć różanych kosmetyków, które są tutejszą wizytówką. Musieliśmy się jednak spieszyć, gdyż czekało nas spotkanie z panem prezesem, organizatorem festiwalu.
Na spotkanie stawili się wszyscy uczestnicy. Nasze zebranie polegało na podsumowaniu dwóch koncertów, które miały miejsce w piątek i sobotę. Każda osoba miała możliwość wypowiedzenia się na temat minionego tygodnia. My oczywiście z takiej możliwości skorzystaliśmy, wyrażając naszą wdzięczność za zaproszenie oraz dzieląc się bardzo pozytywnymi wrażeniami, jakie odnieśliśmy.
Wieczorem odbyła się wielka Gala, było miejsce na liczne przemówienia i gratulacje. Otrzymaliśmy medale, dyplomy i inne upominki. Jednak my także nie przyszliśmy z pustymi rękami. Obdarowaliśmy Zaczarowanym Jajem pana Bożydara, pana prezesa oraz Krisa i Orhana. Nasze zaczarowane gadżety (koszulki, płyty i smycze) dostali wszyscy uczestnicy. A potem rozpoczęła się wielka zabawa. Wszyscy tańczyli i śpiewali. Kto chciał brał mikrofon i wykonywał ulubione piosenki. My także pokazaliśmy, na co nas stać.
W międzyczasie zawarły się nowe przyjaźnie. Na przykład Bartek został otoczony wianuszkiem młodszych od siebie kolegów i koleżanek, którzy byli nim wprost zauroczeni Stworzyli prawdziwy fan club. Wszystkie nasze ruchy uwieczniało wszechobecne trio, składające się z pani Marty, Kasi i Ani, które szalały z aparatami fotograficznymi. Świetnie się bawiliśmy śpiewając, tańcząc i rozmawiając. Okazuje się, że w każdym języku można się choć trochę porozumieć, wspólna pasja jednoczy niezależnie od tego jakim językiem się posługujemy.
Po północy, choć impreza nadal trwała, my wróciliśmy do pokoi, ale nie z zamiarem pójścia spać… kolejny raz mieliśmy tajny plan. Otóż pani Kasia jutro (czyli właściwie dzisiaj) ma urodziny, a my postanowiliśmy zaskoczyć ją życzeniami. Pewnie trochę spodziewała się niespodzianki z samego ranka, tak jak było dwa dni temu, w przypadku urodzin Bartka. Jednak zupełnie nie spodziewała się tego, że po tym jak grzecznie rozeszliśmy się do pokoi, życząc sobie dobrej nocy, wrócimy i z impetem wkroczymy do pokoju naszych zaczarowanych opiekunek, śpiewając piosenkę ,,Sto lat”. Oczywiście był tort, ale w odróżnieniu od tortu dla Bartka składał się z pączków. Pani Kasia nie ukrywała zdziwienia i wzruszenia, a my cieszyliśmy się, ze kolejna wielka konspiracja się udała. Z uśmiechami i świetnym nastrojem zakończyliśmy niedzielę.