Dzisiaj budziki zadzwoniły nam o 6 rano. Nie była to tak wczesna pobudka, jak tydzień temu, ale i tak poranne wstawanie jakoś nam wszystkim nie służy. Pan Janek zawiózł nas na lotnisko w Burgas i o 7:30, czyli punktualnie na dwie godziny przed startem, znaleźliśmy się w hali wylotów. Oczywiście czekała nas odprawa, podczas której musieliśmy wytłumaczyć pani przy kontroli bagażu osobistego, iż Klaudia posiada metal w sobie, a nie przy sobie. :-)
Na szczęście samolot nie miał opóźnienia, więc nie czekaliśmy długo na lotnisku. Powrotną podróż w samolocie spędziliśmy głównie na spaniu. Tylko Nikola nie mogła się napatrzeć na chmury układające się w bajkowe obrazy za oknem. Ku naszemu rozczarowaniu dowiedzieliśmy się, że w Katowicach jest 13 stopni i pada deszcz podczas gdy w Bułgarii świeciło słońce i było co najmniej 30 stopni w cieniu.
Faktycznie, Polska przywitała nas szarym niebem, zimnym powietrzem i mokrym deszczem. Chyba płakała razem z nami, że musieliśmy opuścić tak cudowny i ciepły kraj. Ruszyliśmy z Pyrzowic, gdzie wylądowaliśmy, na dworzec kolejowy w Katowicach. W międzyczasie pani Ania ostatecznie utwierdziła się w przekonaniu, że samolot, to nie taki straszny diabeł, jak go malują i że lot jest nawet bardzo przyjemny. No a potem przyszedł czas rozstań. Najpierw pożegnaliśmy panią Kasię, która odjechała do Krakowa. Następnie jednym pociągiem wyruszyli pani Marta, Michał i Przemek. Jako ostatni razem wyjechali Klaudia, Bartek i Nikola z mamą, które najpóźniej wróciły do domu.
Dziękujemy wszystkim, dzięki którym mogliśmy przeżyć tak cudowną przygodę. Dziękujemy organizatorom festiwalu „Pomorie 2010”, Fundacji „Siła za żywot”, panu prezesowi Tolewowi, panu Bożydarowi i wszystkim innym, którzy tak serdecznie nas ugościli. Dziękujemy naszym kolegom z różnych krajów, za ich życzliwość i wsparcie. Śpiewać z Wami to wielka przyjemność. Dziękujemy Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko”, za to że ostatni tydzień wakacji mogliśmy spędzić w tak cudowny sposób! Kochamy Was!