W naszym Klubie jest troje solistów, którzy śpiewają operowo, no i do tego ja… taka „podróbka” – opowiada wokalista. – Wielokrotnie słyszałem od kogoś, że mam naleciałości klasyczne w głosie. Nawet pani Ela Zapendowska, z którą miałem zaszczyt porozmawiać chwilkę, po koncercie w Krakowie w ubiegłym roku, zapytała, czy kiedyś uczyłem się śpiewu klasycznego. Prawda jest taka, że nigdy nie ciągnęła mnie klasyka i nie uczyłem się śpiewu operowego, ale od czasu do czasu biorę się także i za taki repertuar, bo lubię stawiać przed sobą nowe wyzwania.
Repertuar z jakim zmierzył się Łukasz, był rzeczywiście ogromnym wyzwaniem. Młody artysta wykonał m.in.: duet „Pardon Madame” z operetki „Wiktoria i jej Huzar” Paula Abrahama oraz dwa utwory z „Księżniczki Czardasza”.
To wcale nie było łatwe, przyznaję , i kosztowało mnie to sporo wysiłku. Jak człowiek nie ma głosu ustawionego przez długie lata śpiewania takiego repertuaru, to jest mu bardzo trudno. Chodzi o kwestie techniczne, emisję głosu. Inaczej powinno się pracować nad dźwiękiem – to po pierwsze. Po drugie, w muzyce rozrywkowej, można się bawić ozdobnikami, improwizować – i ja to bardzo lubię – natomiast w repertuarze klasycznym, nie wypada. Trzeba się trzymać tego co jest w nutach. Ja zawsze w piosenkach daję się ponieść emocjom. Więc na tym koncercie, musiałem bardzo się pilnować. Ale generalnie jestem bardzo zadowolony z tego doświadczenia – podsumowuje Łukasz.