Miejsce w którym śpiewałam, to jest właściwie muzeum – opowiada – muzeum tyflologiczne! Co tydzień odbywają się tam koncerty albo wieczorki poetyckie. W tym samym czasie można zwiedzać wystawy muzealne, np. dotyczące Louisa Breille'a. Mój recital nosił tytuł „Spotkanie z poezją śpiewaną” i powiem nieskromnie, chyba bardzo się podobał.
Kasia podkreśla ciepłą atmosferę i życzliwe przyjęcie z jakim spotkała się ze strony widzów w Warszawie. – Sala wypełniona była po brzegi, podobno ludzie ledwo się mieścili na widowni!
Młoda wokalistka zaprezentowała wiązankę ulubionych piosenek. A zaskoczyła wszystkich swoimi… zdolnościami lingwistycznymi. – Postanowiłam przypomnieć sobie czasy, gdy startowałam w rozmaitych konkursach piosenek z różnych stron świata. Zaśpiewałam piosenkę po rosyjsku, kolejną po ukraińsku, a potem dwie po francusku. Wtedy ktoś z sali zapytał, czy umiem coś po angielsku. – Oczywiście Kasi nie trzeba było długo prosić i natychmiast ze strun jej gitary popłynęły dźwięki utworu Erica Claptona. – Nie wiedziałam, że to pytanie nie było zadane przypadkowo. Otóż jakiś czas temu w warszawskim oddziale PZN pojawiła się wolontariuszka… Koreanka. Okazało się, że była na koncercie i bardzo jej się podobał. Dlatego ktoś z widzów poprosił mnie, żebym zaśpiewała coś „dla niej”. Po występie miałyśmy okazję porozmawiać i wiem, że była wzruszona – uśmiecha się Kasia.