Stowarzyszenie od lat działa we Wrocławiu, jego prezesem jest pan Leszek Kopeć, który prowadzi także zespół „Do Czasu”, działający przy Ośrodku dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzacych przy ul. Kasztanowej. To pod opieką pana Leszka zaczynał śpiewać Mariusz Trzeciak – tegoroczny laureat III miejsca w kategorii dorosłych.
Przez to, że uparłem się, że muszę być w Krakowie w dniu finału Festiwalu Zaczarowanej Piosenki, przepadł mi jeden dzień warsztatów – śmieje się Łukasz. – Na szczęście organizatorzy mnie zrozumieli. Przyjechałem w niedzielę od razu na zajęcia. Było wspólne śpiewanie i muzykowanie. Bardzo interesujące były także zajęcia ruchowe. Pojawiła się pani, która na co dzień zajmuje się taką dziedziną pracy z osobami niepełnosprawnymi.
Dla osoby niewidomej – ciągnie Łukasz – zwłaszcza niewidomej od urodzenia, lub ociemniałej od dawna, ruch sceniczny to niezwykle trudna sprawa. Sam mam za sobą przygody z tym związane. Trzeba nauczyć się stania nieruchomo w miejscu, zawsze przodem do widowni. To gdy się jej nie widzi, a człowiek daje się porwać wykonywanej piosence, wcale nie jest takie proste, jak się wydaje. Kolejny etap to nauka tego, by panować nad ciałem w takim stopniu, by ruchem pomagać sobie w interpretacji piosenki.
Wrocławskie warsztaty zwieńczone zostały trzygodzinnym koncertem w ramach festynu na terenie stadionu sportowego. Gościem był niewidomy tenor Wojciech Pawlak. Potem wystąpił zespół „Do Czasu”, a po nim Łukasz dał minirecital.
Śpiewałem moją „jazdę obowiązkową” – śmieje się wokalista. – Oczywiście była piosenka „Moja miłość największa”, którą śpiewałem na Zaczarowanej, „Dni, których nie znamy”, „El mondo” i „Bądź moim cudem” – utwór, który sam napisałem. Po mnie na scenę wróciła młodzież z zespołu „Do Czasu”, by zaśpiewać utwór „Pod naszym niebem, na naszej ziemi”. Tak się przypadkowo złożyło, że rok temu śpiewałem go w Cieplicach… nie wytrzymałem i spontanicznie „wskoczyłem” do nich na scenę. Zaśpiewaliśmy razem i było bardzo sympatycznie.