Zgodnie okresem kalendarzowym, sobotni koncert nosił nazwę „Jesień, ach to Ty!” (tytuł cyklu nawiązuje oczywiście do piosenki Marka Grechuty „Wiosna, ach to Ty!”). Utwory w oryginalnej aranżacji Andrzeja Zaryckiego wykonali: Agnieszka Rejtczak („Pamiętasz była jesień”), Dominik Strzelec („Pierwszy siwy włos”), Mariusz Trzeciak („A mnie jest szkoda lata”), Sebastian Szymański („Addio pomidory”), Agnieszka Łozińska („Chryzantemy złociste”) i Grzegorz Batóg („Jesienna dziewczyna”).
Bez względu na to, jaki jest czas, lubimy ze sobą być – wyjaśniała Anna Dymna. – Chodzi przecież o to, by być ze sobą o każdej porze roku. Nasze życie jest jak przyroda, jak natura. Tu nie chodzi jedynie o upływ czasu, lecz również o nasze nastroje. Raz mamy w sercach wiosnę, raz jesień, czasami też coś nam się zamrozi, a potem odtaje; raz jest piękna pogoda, innym razem wydaje się, że zabije nas jakiś piorun. Te koncerty są również po to, żebyśmy wiedzieli, że życie tak właśnie wygląda, że, nawet jak jest burza, nie można się bać i trzeba spokojnie poczekać na słońce. Uwielbiam te koncerty, bo strasznie tęsknię za naszymi zaczarowanymi wokalistami, a to jest jedyna szansa, żebyśmy mogli się spotykać.
Publiczność, wypełniająca po brzegi Studio im. Romany Bobrowskiej, niezwykle serdecznie przyjęła występy utalentowanych wokalnie niepełnosprawnych artystów, wypowiadała się o nich z uznaniem, biorąc pod uwagę niełatwy repertuar, którego wykonania się podjęli.
Gośćmi specjalnymi wydarzenia były: Anna Szałapak, Jula Zarycka, Jaga Wrońska oraz – współprowadząca koncert z Anną Dymną – Lidia Jazgar. Szczególnie uroczystą chwilą stało się wręczenie maestro Andrzejowi Zaryckiemu, jurorowi Festiwalu Zaczarowanej Piosenki im. Marka Grechuty i kierownikowi muzycznemu cyklu „Zaczarowana piosenka w zaczarowanym Radiu Kraków”, Statuetki Przyjaciela Zaczarowanego Ptaszka. Otrzymał ją z rąk Anny Dymnej, która jest pomysłodawczynią tych niezwykłych koncertów w krakowskiej rozgłośni.
Było fantastycznie – mówi Mariusz. – Pan Zarycki jest absolutnym mistrzem świata. Każda piosenka została zatem po mistrzowsku zaaranżowana. Z początku trochę się wystraszyłem, bo nie wiem jakim cudem, ale nigdy nie słyszałem utworu „A mnie jest szkoda lata”. Ale na próbie okazało się, że nie taki diabeł straszny i dałem radę.
Dla Mariusza, jak i dla pozostałych młodych artystów, wielkim wyróżnieniem było nie tylko zaśpiewanie specjalnie dla nich przygotowanych wersji jesiennych przebojów, lecz także współpraca z pierwszorzędnymi muzykami.
Występ z tak doskonałymi muzykami, którzy grają na żywo to ogromne przeżycie – opowiada wokalista. – Ja osobiście jestem „uczulony” na „plastikowe” brzmienia w muzyce. Nie ma dla mnie nic piękniejszego, niż dźwięk smyczków, więc ta współpraca była dla mnie spełnieniem muzycznych marzeń. Gdyby tak móc „na co dzień” pracować z takim zespołem… – rozmarzył się Mariusz, choć oczywiście od razu prosił, by sprostować, że jego własny zespół Kroki, jest także doskonały. – Szkoda tylko, że nie ma w nim skrzypiec…
Zanim Mariusz zdecyduje się powiększyć zespół o smyczki ;-) zaprasza Was do Klubu Liverpool we Wrocławiu, gdzie 17 listopada zagra ze swoimi kolegami koncert. W programie utwory, które znajdą się na debiutanckiej płycie Kroków, która ukaże się niebawem.