Zaproszenie Zaczarowanych do uczestnictwa w recitalu Pierwszej Damy polskiej piosenki, wyszło od niej samej. Pani Irena od dawna bardzo mocno wspiera działalność Anny Dymnej i jej Fundacji „Mimo Wszystko”. Wielokrotnie podkreślała, jak wielkim talentem obdarzeni są jej podopieczni. Nic dziwnego, że na wiadomość o sukcesie Zuzi Osuchowskiej i Nikoli Klepacz na festiwalu w Veszprem na Węgrzech, zaprosiła je jako gości specjalnych swojego koncertu.
Była bardzo miła atmosfera, widzowie przyjęli nas bardzo ciepło i życzliwie – opowiada Zuzia. – Pani Irena zapowiedziała nas osobiście, wspomniała oczywiście o Zaczarowanej Piosence i o Veszprem. Akompaniował nam na fortepianie pan Czesław Majewski, więc śpiewało się świetnie. Ku naszemu zaskoczeniu pani Irena była rozczarowana, że przygotowałyśmy tylko po jednej piosence, proponowała nam, byśmy zaśpiewały więcej, ale my byłyśmy przygotowane tylko do jednego utworu z jej repertuaru. Ja śpiewałam „Twarze, twarze”, a Nikola „Kasztany”, które pani Irena nagrała wiele lat temu.
Piosenka „Twarze, twarze”, z tekstem Jana Wołka, jest dla Zuzi bardzo ważna. – Natknęłam się na nią przypadkiem – opowiada. – Rok temu zgłosiłam się do uczestnictwa w festiwalu „Kalinowe Noce, Kalinowe Dni” w Częstochowie. Warunkiem było przygotowanie piosenki pani Santor, bo to jej piosenkom poświęcona była zeszłoroczna edycja konkursu. Kolega przesłał mi kilkanaście utworów. Moją uwagę zwrócił właśnie ten, pomyślałam, że ma piękny tekst, melodię, że chyba mogłabym go zaśpiewać. Tomek Kowalik, który startował w tym festiwalu razem ze mną, zrobił mi śliczną aranżację, podkład, i zaśpiewałam. I chociaż nie wygrałam tego konkursu, ta piosenka została w moim repertuarze. – To właśnie „Twarzami” Zuzia zachwyciła jurorów na festiwalu międzynarodowym w Veszprem, gdzie wyśpiewała I miejsce.
Pani Irena nie kryła szczęścia i dumy, że młodzież śpiewa jej piosenki!
Wręczyła nam kwiaty i obdarowała całą masą ciepłych słów! – opowiada Nikola z uśmiechem. – Powiedziała, że jest z nas dumna! To wielka rzecz usłyszeć coś takiego z ust takiej osoby!
Dziewczyny wspominają życzliwość gwiazdy, piękny koncert, który dała, ciepłą widownię… ale także ważną lekcję, jaką otrzymały, dzieląc scenę z panią Santor.
Zadziwiła mnie taka sytuacja – mówi Nikola – po koncercie ludzie nie wychodzili. Chcieli się z panią Ireną spotkać, a ona do nich wyszła. I była tak serdeczna, ciepła, cierpliwa, chociaż nie musiała wcale z nimi rozmawiać. Przecież była bardzo zmęczona! Czasem zdarza się, że artyści komplementy na temat swojego występu przyjmują jako „normalkę”, a ona była pełna wdzięczności za każde ciepłe słowo. Jej skromność i bezpośredniość zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Można się od niej wiele nauczyć, nie tylko warsztatu wokalnego, ale przede wszystkim takiej pokory wobec sztuki i publiczności!