– Zacząć muszę od tego, że to jest naprawdę niesamowite miejsce! – rozpoczyna swoją relację z Poznania Ola. – Niesamowite zarówno dlatego, że to rzeczywiście jest prawdziwy schron przeciwlotniczy, schowany tak dokładnie pod blokami spółdzielni mieszkaniowej, że z początku nie wiedzieliśmy, czy trafiliśmy we właściwe miejsce. A równie niezwykli są ludzie, którzy tworzą stowarzyszenie, niezwykle ciepli i życzliwi. Bardzo się cieszę, że mogłam dla nich zaśpiewać.
Do udziału w kolejnym koncercie z cyklu „Mimo Wszystko… w Przystani” organizatorzy zaprosili tradycyjnie dwoje „zaczarowanych” oraz muzyczny duet państwa Galasów. Dla Oli był to wybitnie „podróżniczy” weekend. W piątek wyjechała z Krakowa – gdzie przygotowuje się do matury – do rodzinnego Ksawerowa koło Łodzi. W sobotę czekała ją podróż z domu do Poznania i z powrotem, a już w niedzielę trzeba było wrócić do internatu. Jednak ostatnią rzeczą, jaką robi Ola, jest narzekanie.
– Absolutnie było warto spędzić tyle czasu w pociągach! Schron to naprawdę świetne miejsce! I koncert był świetny! – zapewnia. – Zaśpiewałam wiązankę moich ulubionych przebojów polskich wokalistek, m.in.: „Brzydkich” Grażyny Łobaszewskiej, „Ja dla pana czasu nie mam” Hanny Banaszak i „Miłość ci wszystko wybaczy” Hanki Ordonówny. Totalnie zachwycił mnie Dominik! Genialnie rozwinął się od czasu, gdy widziałam go w 2007 r. w finale na Rynku! Widać, że pracuje nad sobą i coraz lepiej śpiewa. Wykonał kilka piosenek góralskich i po prostu „nogi same chodziły”! Siłą musiałam się powstrzymywać, żeby nie wskoczyć do niego na scenę i nie zacząć tańczyć! I myślę, że nie tylko ja! Szalenie podobał mi się również występ państwa Galasów. Śpiewali poezję przy akompaniamencie gitary. Tak trochę w stylu „Starego Dobrego Małżeństwa” – zachwyca się Ola. – Pan Galas jest osobą niewidomą. Przepięknie potrafił ubrać w poetyckie strofy swoją miłość do żony. W jednym z tekstów padło zdanie, które bardzo mnie wzruszyło: „…oglądam twoją twarz, źrenicami palców…”. Pięknie powiedziane, prawda? Spotkanie zakończył wernisaż prac malarki Małgorzaty Zgoły oraz tradycyjne spotkanie przy kawie. Strasznie nie chciało mi się stamtąd wychodzić. Ale cieszę się, że miałam okazję wystąpić w Poznaniu, bo to był taki bardzo miły przerywnik w ciężkiej pracy, jaką jest przygotowanie do matury!
Dziękujemy serdecznie naszym Przyjaciołom ze Stowarzyszenia „Przystań” i już przygotowujemy się do kolejnego spotkania!