Punkt ósma rozpoczęło się rozśpiewanie. Tym razem już na scenie, w warunkach koncertowych. Na Ptaszkach, które pierwszy raz stanęły na finałowej estradzie, jej wielkość zrobiła duże wrażenie. Zupełnie co innego oglądać koncert w telewizji, czy nawet słuchać opowieści z cyklu „jak to będzie, jak już nadejdzie finał”, a co innego nagle znaleźć się pośród szalejących akustyków i techników, rozwijanych kilometrów kabli, nagłośnienia wydającego dziwne dźwięki i potwornego rwetesu, który trwa w czasie przygotowań do próby generalnej. Rozśpiewanie zatem miało nie tylko za zadanie rozbudzenie zaspanych strun głosowych, ale także pomoc w skupieniu się na pracy pośród tego wszechobecnego szaleństwa. Bo dziś wszyscy naprawdę poczuli, że do Krakowa przyjechali, by przeżyć cudowna przygodę i dobrze się bawić, ale także bardzo ciężko pracować!
Zaraz po rozśpiewaniu rozpoczęły się próby kamerowe. Na scenie pojawiali się kolejni artyści, by przygotować z Ptaszkami piosenki. Nie tylko je „prześpiewać”, ale naprawdę razem pracować, tak jak Patrycja Markowska i Przemek, którzy wspólnie, do ostatniej chwili modyfikowali podział piosenki.
Im bliżej godziny 15.00, tym na Rynku robiło się goręcej. Zarówno w sensie dosłownym (pogoda jakby chciała Krakowowi wynagrodzić niedawne burze i powódź, słońce przypiekało jak w pobliżu równika), jak i pod względem emocji.
– On jest niesamowity – śmiał się Piotr Kupicha na kilkanaście minut przed występem u boku Bartka. – To ja, mimo wieloletniego doświadczenia scenicznego, mam tremę, a on jest absolutnie wyluzowany. To właśnie Bartek i Piotr otworzyli śpiewającą rywalizację utworem „Jak anioła głos”.
– To było niezwykłe, co się stało z Bartkiem, gdy obok niego stanął Kupicha – zauważyła Anna Dymna. – Pamiętam tego chłopca z prób. Nie miał w sobie nawet połowy tej energii i takiej niezwykłej pewności siebie, które obudził w nim Piotrek. Ten duet idealnie pokazuje idee tego festiwalu i finałowego śpiewania z gwiazdami.
Piotr towarzyszył Bartkowi także w solowym numerze „Kroplą deszczu”. Podobnie Renata Przemyk nie zostawiła Sandry po ich duecie, tylko razem z Anią i Martą, naszymi chórzystkami, śpiewała refreny „Do grającej szafy grosik wrzuć”.
|
|
|
|
Ciężko wymieniać piosenki i opisywać emocje im towarzyszące. Była energia przy „Mamonie” Przemka, łzy w oczach jurorki Jolanty Fraszyńskiej przy „Uciekaj moje serce” Wojtka, wszystkich powalił Łukasz swoją wersją „Kiedy powiem sobie dość”.
– To niezwykła impreza – mówiła jurorka Monika Kuszyńska. – Jestem zachwycona poziomem wokalnym, ale też szczerze wzruszona emocjami, które były w każdym dźwięku.
Późnym popołudniem zapadł werdykt. Pierwsze miejsca i stypendium w wysokości 24000 zł wygrali Bartek i Przemek.
Mimo emocji i zmęczenia, nie mamy jeszcze szans na rozluźnienie, od rana czeka nas dalsza praca. Kładziemy się spać, choć z sali prób dochodzą głosy Ptaszków: weteranów, laureatów poprzedniej edycji festiwalu, którzy ćwiczą piosenki na jutrzejszy koncert galowy.